Jak efektywnie pracować dla siebie – 5 zaleceń

Wiesz, co jest jedną z częstych przeszkód na drodze do sukcesu biznesowego coacha?

Brak organizacji siebie, swojej energii i działań w czasie. I nic dziwnego:

Po pierwsze, wielu z nas po raz pierwszy znajduje się w pozycji właściciela biznesu i mamy trudność z zarządzeniem sobą w odpowiedni sposób. Nie wiemy, kiedy, ile godzin pracować, na co poświęcać swój czas.

Po drugie, często nie wiemy, czym się dokładnie mamy zająć jako coachowie i właściciele biznesu. Jest dużo różnych zajęć, nie wiadomo, co robić najpierw, wszystko wydaje się ważne. Pod wpływem tego natłoku zajmujemy się działaniami nie najważniejszymi, a nie zajmujemy się tym, co naprawdę istotne.

Po trzecie, nasze lęki, brak wiary w siebie i w sukces również objawiają się brakiem organizacji i kręceniem się za własnym ogonem.

Skąd to wiem? Również z własnych doświadczeń. I z obserwacji w pracy wielu, wielu coachów.

Takie oto były moje początki lat 14 temu:

Pierwsze dni we własnym biznesie spędziłam na… porządkowaniu nagrań Beatlesów na moim komputerze, bo to właśnie wydało mi się najstosowniejszym zajęciem. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Dosyć szybko się z tego ocknęłam i stwierdziłam, że czas się zabrać za budowanie biznesu. Ale wtedy zaczęłam plątać się pomiędzy dzieckiem, kuchnią, praniem, sprzątaniem, zakupami i próbowałam dorwać się do pracy w wolnych od zajęć domowych momentach. Skutek był taki, że za każdym razem, kiedy siadałam do komputera nie wiedziałam, na czym ostatnio skończyłam i godzina schodziła mi na pozbieraniu myśli i uchwyceniu wątku, potem zaczynało płakać dziecko. Nabawiłam się silnej nerwicy.

Kiedy już sobie to uporządkowałam i szło jako tako, złapałam się na tym, że owszem, robię dużo, pracuję rzetelnie, ale nie widzę efektów w liczbie klientów i dochodach. Dlaczego? Ponieważ nie robię to, co trzeba, tego, co najważniejsze, a zamiast tego kręcę się wokół działań „przygotowawczych”, czyli w kółko ulepszam swoją stronę internetową i tym podobne.

A kiedy po jakimś czasie już wiedziałam, na jakich działaniach powinnam się skupić, to… nadal tego nie robiłam, bo strach mnie oblatywał, że co będzie, jak zrobię i nic z tego wszystkiego nie wyjdzie. Bo na przykład okaże się, że jestem kiepskim coachem albo jeszcze coś gorszego. Co wtedy? Marzenie do kosza.

Przepracowałam i to.

Widzę ten wzorzec u wielu innych coachów. Więc jeżeli borykasz się z którymś z powyższych, nie martw się, inni też to mają i można z tego wyjść.

Oto pięć solidnych zaleceń:

I. Zasada podstawowa: czas pracy to czas pracy, nie porządkujemy nagrań Beatlesów.

II. Ustal sobie regularne godziny pracy. To bardzo ważne. Na przykład od 9 do 13, od 10 do 14, od 18 do 21. Niech to będzie co najmniej 3-4 godziny dziennie, przynajmniej na początek. Potem 6-8, jeśli chcesz utrzymywać się z coachingu. Godziny pracy traktujemy jako święty czas. Właścicielki małych dzieci niech zatrudnią nianię lub teściową, naprawdę inaczej się nie da. Nie robimy sprzątania, prania, rachunków domowych podczas naszych godzin pracy. Zajmujemy się wyłącznie biznesem i coachingiem – w takiej właśnie kolejności. Najpierw biznesem, żeby później było kogo coachować.

III. Rób to, co trzeba, aby mieć klientów i prosperować w swoim biznesie. Jeżeli nie wiesz, co jest konieczne, dowiedz się, kropka. Jeżeli prowadzisz tego typu biznes po raz pierwszy, masz prawo nie wiedzieć. Ale nie łudź się, jak to robi wielu coachów, że „jeżeli tylko będę dobrym coachem, to klienci będą mnie sobie polecać i biznes szybko się rozwinie”. Musisz zrobić nieco więcej, niż tylko być dobrym coachem. Na mojej stronie internetowej, w archiwum moich newsletterów i bloga na pewno znajdziesz wiele sugestii.

IV. Nie czaruj się, że wieczne wykonywanie działań pobocznych, jak dopracowywanie bez końca strony internetowej, zadziała budująco na Twój biznes. Nie zadziała, trzeba wyjść do ludzi, żeby zdobyć klientów. Poświęć swój czas pracy na planowanie i wykonanie działań aktywnego marketingu. Jeżeli zrobisz solidny, efektywny marketing, to potem w nagrodę będziesz mógł/mogła również pocoachować.

Marketing powinien zajmować od 20 do 80% Twojego czasu pracy. Dwadzieścia dla coachów z pełną praktyką, 80% dla tych bez klientów.

V. Jeśli oblatuje Cię strach pt. „Co będzie, jak wszystko zrobię jak należy i nie wyjdzie?”. No cóż, odczuwaj strach i rób swoje. Jeżeli nie zrobisz, to wersja, której się boisz sprawdzi się na pewno.

  • Ali Paw

    Wspaniały artykuł! Bardzo Ci dziękuję za niego! Ja co prawda w moim biznesie przeszłam dokładnie taką samą drogę jak opisana przez Ciebie 😀 ale zdążyłam w tym roku zrobić taki progres, że w końcu doszłam do tych samych wniosków ja Ty i DZIAŁAM mimo lęku – wiadomo, a Twoje artykuły bardzo mi pomagają i mnie wspierają! <3 :))) zdrowa dawka lęku pomaga, bo dyscyplinuje właśnie ten czas pracy. Mam dzieci 1,5 roku i 3 lata, z różnych względów nadal mam wyłączną opiekę nad nimi (rehabilitacje i inne takie), ale drogie Mamy, mimo braku pomocy nadal się da. Tylko trzeba przejść od płaczu w poduszkę do działania w porach, gdy dzieci śpią, nawet jeśli wydaje Ci się, że nic nie zrobisz od 21-24 to póki nie spróbujesz pamiętaj, że tylko Ci się wydaje :)))))